Czytasz = zostaw komentarz. To dla mnie wielka motywacja do pisania.
Proszę bardzo użytkowników Google+, którym spodobały się moje opowiadania o obserwowanie bloga. Wtedy na pewno nie zagubią się one w odmętach internetu. :)
Z góry bardzo dziękuję za spełnienie mojej prośby.

piątek, 28 lipca 2017

Rozdział 5 (część 5/?)

Ze wzgląd na zepsutego laptopa wraz z wyjazdami zadecydowałam, iż będę moją wenę wylewać na pisanie SM chociażby w zeszycie, na kolanku... nad rzeką. No dobra, okazję napisać co nieco w tak dogodnych warunkach miałam tylko 4 strony (z zeszytu!), resztę to gdzie tylko popadnie, w tym na kuchennym stole. Doczytanie się do mojego pisma było prawdziwym wyzwaniem...
Mam pytanko - chcecie więcej zdjęć z okoliczności pisania kolejnych części? Jak dla mnie to całkiem ciekawe urozmaicenie posta. :D 

P.S. Kolejnej części niestety nie będzie za tydzień, gdyż jutro wyjeżdżam na obóz, który trwa blisko 2 tygodnie i zwyczajnie nie będę mieć czasu.


*****************************
Janina
Uspokojenie się po tych jakże dziwacznych wydarzeniach do najprostszych nie należało. Przyjazne usposobienie pana Kamila przyczyniło się do tego, że poczułam się ciut lepiej, ale wciąż nie można było tego nazwać mianem bezpieczeństwa. Informacja o tym, że zamierza rozprawiać o magii wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Coś jak połączenie niedowierzania i ciekawości. I w co oni mnie wpakowali? Mój były ksiądz-katecheta z całą pewnością za coś takiego pogoniłby mnie z krzyżem i wodą święconą, twierdząc, iż jestem opętana. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie i przesunęłam na skraj krzesła. Zobaczymy, jak wiele jest prawdy z tego, co próbowano nam wmusić. Kto wie, może czarowanie to będzie mój wyjątkowy talent? To jeszcze brzmiało dość absurdalnie, nawet w mojej głowie, ale coś kazało mi zaufać tym ludziom, czy, jak nazywali to nauczyciele, warmagom. Cokolwiek to miało dokładnie znaczyć.
- Zacznijmy od kilku zależności, które zdołaliśmy zaobserwować na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat. Pierwszą jest to, że magiczne zdolności pojawiają się dopiero od określonego wieku...
- Siedemnastu lat, uściślając - wtrąciła wesoło dziewczynka, która nazywała siebie Joasią. Było w niej coś strasznie znajomego. Dosłownie strasznie. Jej nienaturalnie zielone oczy zdawały się wywiercać na wskroś moją duszę. Niepokoiła mnie ona całą sobą. Była w dodatku najmłodsza i prawdopodobnie przydzielono ją do innego pokoju, kiedy to wszystkie inne dziewczyny z naszej klasy trafiły do jednego. Nawet nie było dla niej łóżka, by istniała taka możliwość. Była jednym słowem inna.
Nauczyciel zatrzymał na niej zagubione spojrzenie na zaledwie ułamek sekundy, po czym niedbale machnął ręką, prawdopodobnie chcąc zamaskować własną reakcję i kontynuował:
- Kolejną rzeczą charakteryzującą warmaga są wyjątkowe umiejętności, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju - mówił to takim tonem, jakby zamierzał każdego z nas z osobna pogłaskać po głowie - Znaczy to, że magiczna zdolność, którą odkryjecie jest niemożliwa do osiągnięcia dla innych warmagów.
- Po czym w takim razie poznajecie młodego maga, skoro objawy bywają inne? Wielu z nas również ma mniej niż siedemnaście lat - zapytała Stella wyjątkowo znudzonym głosem.
- Warmaga, kochanie - poprawił, mówiąc tonem tak troskliwym, że gwiazda aż zmarszczyła z niesmakiem nos - Głównie po rodzicach. Tożsamość niektórych jest nam znana...
- A co jeśli ktoś nie zna swoich biologicznych rodziców?! - Stella aż poderwała się z miejsca. Mnie również tętno skoczyło, gdy tylko uświadomiła mi tę nieścisłość. Zerknęłam na pana Kamila. Poznał moich rodziców...? Nawet ich nie pamiętam, a ich dane nie są mi znane. Innymi słowy nie było JAK dotrzeć do tego, kim byli. Nie sądziłam, by rozwiązanie było oczywiste, szczególnie że opiekunki również twierdziły, że nie znają mojego pochodzenia. Uświadomiłam sobie jeszcze pewną rzecz. Stella również wychowała się nie mając przy sobie prawdziwych rodziców? O tym nie wiedzieli nawet dziennikarze...
On za to patrzył na dziewczynę nieprzenikliwym spojrzeniem, wręcz ze smutkiem. Nagle stał mi się dziwnie obcy. Radosna otoczka zniknęła.
- To skomplikowany proces - powiedział oschle. Stella trzasnęła zaciśniętą pięścią o ławkę, ale usiadła. Rzeczywiście, twierdząc po minie nauczyciela można było dojść do wniosku, że nie było tu czego dyskutować. Postąpił kilka kroków bliżej biurka, a jego twarz na chwilę została zasłonięta przez zasłonę naprawdę długich, kruczoczarnych włosów. Gdzieniegdzie połyskiwała siwizna, jednak jasnych nitek było stosunkowo niewiele. Prawdopodobnie miał około czterdziestu lat, a jego włosy mogły mieć ponad metr długości. Uniósł twarz.
- W niektórych przypadkach nie jesteśmy pewni - mówił, a jego głos stopniowo wracał do poprzedniego, pogodnego tonu - Dokładniej wtedy, gdy jeden z rodziców jest warmagiem, a drugi nie.
- Szanse na bycie warmagiem wynoszą wtedy jeden do dwóch - ponownie dodała Joasia, jakby było to oczywiste. Zmarszczyłam brwi i kątem oka obserwowałam równie nic nie wiedzące bądź całkiem nieobecne twarze pozostałych uczniów. Skąd ona u diaska miała taką wiedzę? To ja byłam opóźniona czy ona do przodu?
- Tak, oczywiście - powiedział nieco speszony nauczyciel magii - Przede wszystkim warmagami zostają osoby wyłącznie urodzone po roku 1969.
- Dlaczego? - zapytał wyjątkowo spokojnie Grzegorz. Pan Kamil ponownie zastygł, nawet przestał oddychać. To pytanie chyba zbiło go z tropu. Obróciłam się powoli ku poznanemu wcześniej nastolatkowi. Wbijał wzrok swoich błękitnych oczu (które nawet z tej odległości mogłam określić już nie jako kojarzące się z bezchmurnym niebem, a z soplami lodu) w drobną sylwetkę nauczyciela. Odezwał się dopiero po kilku wyjątkowo długich sekundach.
- Taka jest zasada.
Odpowiedź była o tyle wymijająca, że chyba każdy zauważył to oczywiste kłamstwo. Czy raczej półprawdę. Jasne było, że coś ukrywał. Nie byliśmy już bandą dzieciaków, którym można wcisnąć byle bzdurę. Wciąż uważnie wpatrywałam się w Grzegorza. Nawet nie drgnął, słysząc taką odpowiedź. Nauczyciel zaszurał butami, okazując w ten sposób niewypowiedziane zniecierpliwienie moim ciągłym odwracaniem się. Głupi nawyk. Usiadłam prosto. Było cicho jak makiem zasiał. Pan Kamil odchrząknął, mierząc neutralnym spojrzeniem całą klasę.
- Pierwsze pokolenie urodzone zostało między rokiem 1969 a 1989. Wszyscy inni warmagowie już nie biorą się z czystej losowości, lecz są potomstwem wcześniej wspomnianego pierwszego pokolenia.
"Czyli któryś z moich rodziców musiał być warmagiem..." - przeszło mi przez myśl. Pan Kamil nagle zastygł, patrzył z melancholią na przeciwległą ścianę. Otworzył usta, by coś dodać, ale natychmiast je zamknął i ponownie przeszedł się po forum klasy.
- Wszyscy warmagowie z pierwszego pokolenia wiedzą o swoich zdolnościach? - zapytała cicho Tosia. Aż się wyprostowałam. Po raz pierwszy zdała się mówić... cóż, inteligentnym tonem. O ile coś takiego w ogóle istnieje. Zniknęła pretensja, ironia i zwykła kąśliwość.
- Nie, nie wiedzą - Pokręcił głową, opierając się o blat biurka. Miałam wrażenie, że jest odrobinę roztrzęsiony - Nie wszyscy.
- Ci którzy wiedzą... jak się dowiedzieli?
Zrobił się czerwony na twarzy. Naprawdę się trząsł, teraz widziałam to wyraźnie. Co było w tej informacji tak stresującego?
- Dobre pytanie. Prawidłowe władanie nad czarami wcale nie jest tak proste jak na filmach. Nie ma czegoś takiego, że nauczymy się potężnego zaklęcia w obliczu zagrożenia. Do zrobienia choćby iskry potrzeba lat praktyki, opanowania i maksymalnego skupienia. Nie przechodzi to całkowicie swobodnie, zawsze potrzebujemy jakichś pokładów energii. Im dłużej będziemy z tego korzystać, tym faktycznie będzie to prostsze...
Stella zaśmiała się z dezaprobatą.
- Więc na co te czary? - zapytała, podkreślając ostatnie słowo.
Zatrzymał na niej wzrok swoich jasnych oczu, ale zignorował jej pytanie.
- Odnoście poznania swoich możliwości, sporo zależy od okoliczności. Jedni są świadkami zdarzeń nadprzyrodzonych w swoim otoczeniu, dzięki czemu zaczynają dociekać i prędzej czy później orientują się, co dokładnie jest z nimi nie tak. Inni z kolei... - Tu urwał. Zamknął oczy, jakby bardzo się skupiał, po czym oderwał się od biurka i dopiero wtedy rozchylił powieki - Ze wszystkich krajów na Ziemi wybrano po dwóch kandydatów na warmaga, wszyscy wychowani zostali w jednym okręgu. W Polsce odnotowano za to znacznie więcej takich przypadków.
- Ile? - zapytałam szybko. Nawet nie wiedząc kiedy zaczęłam ze zdenerwowania ugniatać własne palce. Zainteresowałam się tematem znacznie bardziej, niż bym się spodziewała.
- Wiadomo nam o... - przerwał i szybko przeliczył w pamięci, unosząc spojrzenie ku niestarannie wymalowanemu sufitowi - ...jedenastu.
- To aż o dziewięć więcej! - zdumiał się jeden z rudowłosych chłopaków. Dokładniej ten w dużych okularach z ciemnymi oprawkami - Skąd taka różnica?
Pan Kamil się zawahał, ale ostatecznie wzruszył ramionami. Łatwo było poznać, gdy próbował coś ukryć.
- Prawdopodobnie przypadek.
Tosi, czy jak kto woli Alvarze wymsknęło się niezadowolone prychnięcie. Co jak co, ale ja w takie zbiegi okoliczności również nie wierzyłam. Nauczyciel zdawał się nie zwrócić na to uwagi.
- Mógłby pan coś... pokazać? - zapytała po długiej chwili milczenia Ania - Proszę... - Dodałam tym swoim słynnym, cichutkim i wiecznie przestraszonym głosem.
- W sensie... zaklęcie? - zapytał, a wnioskując po jego reakcji w postaci cichego śmiechu, musiała potaknąć. Uniósł rękę nieco ponad wysokość własnego ramienia. Nastąpiła chwila prawdy. Niespodziewanie z jego dłoni prysnęło coś w rodzaju srebrno-niebieskich nitek, przypominających jednocześnie skrzące się odłamki lodu. Odruchowo przywarłam do ławki, gdyż początkowo spodziewałam się tandetnych sztuczek ulicznych iluzjonistów. Jednak mój przestrach okazał się daremny, bo fantazyjne wzory wcale nie opadały, lecz unosiły się bez pośpiechu dobry metr nad moją głową. Jakby znajdowały się w stanie nieważkości. Obserwowałam to zjawisko z szeroko rozwartymi oczami.
- Co to? - wykrztusił drugi z rudzielców.
- To, moi drodzy, jest moc, którą zdefiniowaliśmy jako Oczyszczenie. Na kim tylko spocznie, dozna oczyszczenia umysłu...
Nie zdołał dokończyć, a Gabi już zerwała się z miejsca, tym samym zanurzając głowę między nibyszkiełka, jak to sama nazwałam w myślach. Wiele z nich przywarło do jej czoła, policzków, brody czy włosów, zamigotało bladym światłem, po czym zniknęło. Na jej twarzy odmalowała się nieopisana ulga. Pan Kamil patrzył na to wyraźnie nie wiedząc zareagować. Z całą pewnością nie był zły.
Postanowiłam nie zostawiać jej samej na pastwę zdumionych spojrzeń reszty uczniów, więc i ja podniosłam się z miejsca. Poczułam się jakbym zanurzyła się w zimnej wodzie. Przed oczami przemknęły mi wizje wszystkich wspomnień z "tęczową dziewczynką", jasnymi włosami mamy, Dorotą, kłótniami w pokoju... Wszystko, co mnie niepokoiło od jakiegoś czasu nagle zniknęło. Poczułam pustkę. Bardzo przyjemną pustkę. I lekkość. Dopiero gdy rozchyliłam powieki, zauważyłam, że cała nasza klasa teraz stała, korzystając z kojących psychikę właściwości czaru. Wszyscy prócz Azjatki, która siedziała ze wzrokiem uparcie wbitym w ławkę.
Wtedy nibyszkiełka zniknęły i wszyscy stopniowo usiedliśmy.
- Są jakieś skutki uboczne? - zapytała ciut zaniepokojona Alvara.
- Nie należy z tego korzystać zbyt regularnie. Na własnej skórze przekonałem się, że ma to właściwości uzależniające - Mówiąc to, uśmiechnął się smutno.

sobota, 15 lipca 2017

Wyjazdy

Ze względu na moje wyjazdy trwające łącznie miesiąc, rozdziały raczej nie będą się pojawiać. Publikację kolejnej części przewiduję dopiero w połowie sierpnia (no chyba, że dostanę napadu weny i zacznę pisać na telefonie...).
Za opóźnienia przepraszam. Mam jednak nadzieję, że nie porzucicie tego bloga. ;)

Pozdrawiam,
Maruda, autorka bloga.

czwartek, 15 czerwca 2017

Rozdział 5 (część 4/?)

Część niekoniecznie dynamiczna, ale przynajmniej możecie się dowiedzieć czegoś nowego na temat postaci. Czasem przydają się takie zwolnienia akcji, żeby nie stracić tchu. Tak tylko z góry mówię. Niemniej jednak zapraszam do lektury!
*****************************
Antonina
Niedługo potem zadzwonił dzwonek. Nie był on słyszalny wcale tak wyraźnie, jak w każdej szkole, w której przyszło mi się uczyć, co nasunęło mi na myśl od razu to, że być może było ich tu zwyczajnie mniej. Wyglądało to na prowizorycznie stworzone warunki do nauki i prawdopodobnie tak właśnie było. Mimowolnie odetchnęłam, mogąc się w końcu uwolnić z ławki i uciec od czujnego spojrzenia naszej wychowawczyni.
- Wróćcie tu po przerwie - oznajmiła. Od przesłuchania odnośnie dziwnego zdarzenia związanego z tak zwaną Dorotą, wszyscy milczeliśmy. Niektórzy byli zamyśleni, inni wstrząśnięci. Wyraz twarzy każdego z nas przypominał o zagrożeniu, które stało się dla nas całkowicie jasne. Nie byliśmy tu bezpieczni.
Mijając próg klasy, wylewając się z całą resztą do hałaśliwego korytarza, zwróciłam swój wzrok ku rudemu chłopakowi, który jak sam twierdził, jeszcze nie tak dawno uratował tej kobiecie życie. Jego mina była zagadkowa. Trochę roztargniona, trochę skupiona. Sama nie umiałam tego nazwać. Miałam zagadać? W mojej głowie kłębiło się tyle pytań, jednak nie potrafiłam żadnego ubrać w słowa. Chłopak jakby czując na sobie moje spojrzenie, odwrócił się. Uśmiechnął się na mój widok, odsłaniając lśniący aparat na zębach.
- Cześć, jestem Antoni. Możesz mówić Antek, Antonio, Artu... Sam nie wiem dlaczego, ale brzmi fajnie.
- Alvara - mruknęłam niechętnie.
- Tosia - dorzuciła melodyjnym głosem Janka. Rzuciłam jej mordercze spojrzenie, w myślach wyliczając wszystkie możliwe okazje, kiedy mogłabym się jej odpłacić za tę uwagę, lecz szybko zniknęła wśród ludzi. Czy tam warmagów.
- Tosia? To skrót od Antonina? - wytrzeszczył oczy. Wyglądał na podekscytowanego. - Chyba twoim naturalnym kolorem włosów też był rudy, co nie? To musi być przeznaczenie!
Podniosłam rękę, więc zamilkł.
- Słuchaj, koleś. Chcę tylko wiedzieć wszystko, co wiesz o tej Dorocie.
Cały czas jego oczy lśniły, lecz dopiero po chwili zauważyłam, że jego szczęście spowodowane naszym podobieństwem było wywołane prawdopodobnie próbą uspokojenia się. Wodził niezręcznie wzrokiem w różnych miejscach i wciąż bawił się palcami. Niekiedy wykręcał je pod dziwnymi kątami.
- Więc tak, szukałem taty, gdy zwróciłem na nią uwagę, bo leżała w krzakach. I tak jakoś wyszło, że pobiegłem na pogotowie, ale nie wyglądała z tego powodu na zadowoloną. Trochę, jakby nie chciała być ratowana. Rzucała się, próbowała atakować... Później jej noga się dziwnie zrastała - Chwilę się zawahał, po czym dodał jeszcze: - Sądzę, że może nie być człowiekiem.
- Warmag?
Pokręcił głową.
- Coś jeszcze innego. Tak mi się wydaje. Jeszcze nie wiem co, ale coś na pewno.
Skrzyżowałam ręce na piersi, wbijając w niego chłodne spojrzenie.
- Masz jakąś teorię?
- Nie, ale powiem, jak będę miał - oznajmił, w końcu patrząc w moje oczy. Uniosłam mimowolnie kąciki ust.
- Great - powiedziałam. Chciałam zapytać jeszcze o tak wiele szczegółów, ale właśnie zadzwonił dzwonek. Coś dziwnie krótkie te przerwy.
Nim uczniowie naszej klasy wlali się do sali, minęło kilka minut. Zajęłam wybrane przez siebie wcześniej miejsce. Kiedy tylko do środka weszła Janka, nie obyło się bez spiorunowania jej spojrzeniem. Uśmiechnęła się tylko, starając mi się zrobić na złość (co jej wyszło bezbłędnie) i przysiadła nieopodal Gabrysi. Ona również wyglądała na zamyśloną. Wpatrywała się z uwagą w widok za oknem.
Przez kolejne kilka minut byliśmy sami. Nauczyciel nie przychodził. Było cholernie cicho. Wszyscy jakby bali się wymienić ze sobą choćby słowo. Gdy odwróciłam się do nich na krześle, wydało z siebie ciche skrzypnięcie, które zaburzyło ten złudny spokój. Nagle usłyszeliśmy, że ktoś gwałtownie wchodzi do środka.
- Witam, przepraszam za spóźnienie! - rzucił na powitanie średniego wzrostu mężczyzna w rozwianych, bardzo długich włosach. Były one zaczesane do tyłu w taki sposób, że skojarzył mi się on z elfem. Oszacowałam jego wiek na około czterdzieści lat. Miał cerę zdającą się być jeszcze jaśniejszą, wręcz lśniącą w kontraście z kruczoczarnymi włosami. Zaraz za nim do sali przywędrowała dosłownie dziewczynka w falowanych blond włosach. Najbardziej przyciągającym wzrok elementem w jej nikłej postaci była zdobiona, pudroworóżowa sukienka z rozkloszowaną spódnicą. Uśmiechała się szeroko, lecz nie patrzyła na nas.
- Jeżeli ktokolwiek zdołał zapamiętać, jestem Kamil Wieczorek i będę was uczyć magii.
Zdawał się nie zwracać uwagi na to, że znacznie młodsza od nas uczennica zasiadła właśnie w ostatniej wolnej ławce, tuż przed biurkiem nauczyciela. Nie było jej na pierwszej lekcji. Była jakaś uprzywilejowana? Może to jego córka?
- Wieczorek? Tak jak dyrektorka? - zapytała Stella, czy może raczej Barbara. Posłałam jej zdegustowane spojrzenie. Jak ja nienawidziłam tej suki. Sława już jej do końca wyżarła mózg. W ławce też siedziała tak, jak by to powiedziała nasza poprzednia wychowawczyni, jakby przyszła do baru.
- Pobraliśmy się miesiąc temu - Uśmiechnął się przyjacielsko. Wypuściłam z sykiem powietrze z płuc. Wyglądał na zdecydowanie bardziej ludzkiego, niż nasza dyrektorka. - Jeśli chcecie, możemy w takim razie opowiedzieć co nieco o sobie. Lepiej się zapoznamy...
Kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa. Nienawidziłam takich akcji. Zerknęłam na pozostałych. Jedni wyglądali na nieporuszonych, inni iście przerażonych.
- To jak? - zapytał pan Kamil. Jego głos wskazywał na wyjątkową pogodność ducha. Nie widząc sprzeciwu, nakazał wstać nowo przybyłej dziewczynce. Wstała z ławki i odwróciła się do nas przodem. Znajdowała się dość blisko, bym mogła się jej przyjrzeć. Miała mały, dziecięcy jeszcze nosek, kształtne usta i idealnie równe brwi. Najdziwniejsze jednak były jej oczy. Miały nienaturalny kolor. Jadowita zieleń. Poczułam lekki niepokój.
- Jestem Joanna, ale możecie mi mówić Joasia. Lubię kolor różowy, kotki, słodycze... Jestem chyba z was najmłodsza - dodała po chwili namysłu - i mam trzynaście lat.
Coś we mnie pękło. Trzynaście lat i zamiłowanie do koloru różowego? Zachowanie góra jedenastoletniego dziecka? Ja w jej wieku już zaczęłam się interesować mangą i anime, ubierać się na czarno, a moje rówieśniczki już usiłowały zrobić z siebie dorosłe. Była zacofana w rozwoju?
- Masz jakieś zainteresowania, pasje? - dopytał nauczyciel. Czy takie pytania mógłby zadawać rodzic? W jego głosie wcale nie pobrzmiewała nuta rodzica dumnego z dokonań dziecka, której tak bardzo zazdrościłam innym rodzinom. Nie mogli być w takim razie spokrewnieni. On naprawdę jej nie znał.
- Język angielski. Bardzo go lubię - powiedziała, tym razem już się zwracając do pana Kamila. Zabrzmiała przy tym dziwnie poważnie. Wcześniej jej głos kojarzył mi się z gumową piłeczką odbijającą się od schodów. Tym razem jednak przeszły mnie ciarki.
- Rozumiem. Kto następny? - zapytał z nieodłącznym uśmiechem nauczyciel magii. Zaczynał mnie tym powoli drażnić.
Z krzesła zerwała się nasza gwiazdeczka.
- Barbara Wilkanowska, znana również pod pseudonimem Stella Fire. Gwiazda muzyki rockowej od roku dwa tysiące siódmego, na koncie wydane kilka platynowych płyt, trasy koncertowe na niemalże całym globie, roczne dochody sięgające milionów...
- Musisz być bardzo zdolna - przerwał jej pan Kamil, kiwając głową z uznaniem. Zrobiło mi się niedobrze, gdy zobaczyłam butną minę Barbary. - Kto następny?
- Może ja... - powiedziała Janka, powoli podnosząc się z krzesła. - Lubię muzykę pop, szczególnie utwory Stelli Fire czy Justina Biebera.
- Tfu! - skomentowała cicho Barbara. Zmierzyłam ją spojrzeniem. To, że go nie lubiłam, nie znaczyło wcale, że muszę o tym wszystkich informować, zupełnie jak ona.
- Poza tym... Lubię filmy i seriale - dodała już nieco ciszej.
- Mhm - potaknął pan Kamil - Może teraz ktoś z chłopaków?
- Antek - zaczął wcześniej poznany przeze mnie rudy. Wstał tak gwałtownie, że o mało nie wywrócił krzesła - mam osiemnaście lat, interesuję się motoryzacją. I pięknymi kobietami, oczywiście.
Pan Kamil zaśmiał się cicho.
- Ciekawie, widzę - skomentował.
- I to jeszcze jak! - Tu odwrócił się do drugiego rudego, który widocznie celowo odwrócił głowę - A to mój brat, Emil.
- Prosiłem cię o przedstawienie mnie? - syknął, rzucając mu ostrzegające spojrzenie z dołu.
- Może opowiesz coś o sobie?
Zawahał się, po czym zaczął mówić:
- Chciałbym zostać weterynarzem. Zdałem maturę, teraz staram się o dostanie się na studia. Prawdopodobnie zostanę przyjęty, lecz pojawienie się tutaj nieco mi pokrzyżowało plany. Poza tym lubię podróżować.
Pan Kamil ponownie pokiwał głową z uznaniem. Emil mówił dużo spokojniej i powolniej niż Artu. Ważył słowa. Nie wyglądał na tak porywczego i gwałtownego jak jego brat, prawdopodobnie bliźniak.
- Kto następny?
Mruknęłam coś z niezadowoleniem i wstałam.
- Alvara, lat szesnaście. Lubię seriale i komiksy. Interesuje mnie ogólnie pojętna popkultura - mówiłam ze znudzeniem. Na końcu swojej przemowy ciężko usiadłam na krześle. Przynajmniej mam tu już za sobą - pomyślałam.
- Jestem Krzysztof, pracuję w supermarkecie. Hoduję warzywa i owoce. Kwiaty też.
Odwróciłam się do tyłu, by mu się uważniej przyjrzeć. Właściwie to nie miał w sobie nic szczególnie interesującego. Wysoki, lecz przygarbiony, zniszczonych blond włosach. Wyglądał tak, jakby się nie czesał i zarwał kilka ostatnich nocy. Skojarzył mi się z ćpunem. Może nim był?
Wzrok nauczyciela zatrzymał się w końcu na wysokim chłopaku o ciemnych włosach i jasnych, magnetycznych wręcz oczach, który siedział w ławce pod ścianą. Ten czując na sobie jego spojrzenie, powstał, tak jak pozostali.
- Grzegorz Królewski, student medycyny trzeciego roku na oddziale chirurgicznym. Mam dziewiętnaście lat.
Niektórym wyrwało się ciche "och".
- Liczne osiągnięcia naukowe na szczeblu ogólnopolskim i międzynarodowym. Poza tym interesuję się literaturą i zdrowym trybem życia.
Sama też poczułam się bezwartościowa. Mówił to z taką nonszalancją, że byłam pewna, że to było dla niego nic i ma jeszcze wiele innych zajęć, którymi skromnie nie chciał się chwalić. Nawet gdy usiadł, wszyscy wbijali w niego spojrzenie.
- A ja jestem Ania... Kuzynka Grzegorza... - odezwała się moja współlokatorka. Nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy wstała. - Też lubię oglądać seriale.
I usiadła. Następnie odezwał się skośnooki chłopak, na którego dotychczas nie zwracałam większej uwagi.
- I'm Yan Majikku and I'm from Japan. In free time like made a music and dance. Also, I really like comics.
Pan Kamil z zadowoleniem i zadumaniem patrzył na nas, aż w końcu nie znieruchomiał, patrząc na ostatnią z osób, która dotychczas tylko milcząco siedziała na swoim miejscu.
- A ty? Opowiesz coś o sobie?
Powoli podniosła się z krzesła. Było widać, że robi to z nieskrywaną niechęcią. Niczym nie przypominała tej wesołej osoby poznanej jeszcze w pokoju.
- Gabriela Kowalska. Jestem... - urwała, nie mogąc zebrać słów - Interesuję się... Lubię... - Cały czas zaczynała i nie kończyła. Było to o tyle dziwne, że w życiu bym nie posądziła takiego człowieka jak ona jako lękliwego. - Lubię sport. Bieganie, pływanie, taniec... wszystko. I... lubię... jazdę na rowerze lubię. Nie, na rolkach. Tak, rolkach - Mówiła, powoli gubiąc się we własnych słowach. Była ode mnie znacznie starsza, a jednak... Miała taką minę, jakby miała się zaraz rozpłakać. Nim nauczyciel cokolwiek powiedział, ciężko usiadła na krześle i ukryła twarz w dłoniach. - Przepraszam.
Pan Kamil nie odpowiedział nic. Grzegorz patrząc na Gabi wyglądał na zadumanego.
- Zostało nam jeszcze pół lekcji... Nie chcę was zanudzać zasadami panującymi w szkole, bo albo powiedzą wam o tym inni, albo zwyczajnie o tym wiecie, dlatego też postaram się wam przez ten czas opowiedzieć nieco o podstawach magii, które zdołaliśmy poznać przez ten czas.

sobota, 22 kwietnia 2017

Rozdział 5 (część 3/?)

Taaak, kolejny rozdział! Obiecywałam sobie go napisać wcześniej, ale wyszło jak zwykle i robiłam na ostatnią chwilę. Mam nadzieję, że się on Wam podoba. Kolejny będzie jak zwykle za 2 tygodnie w niedzielę!
**************************************
Barbara
- Mamy kolejnego nieproszonego gościa! - krzyknęła kobieta o dużych z przerażenia oczach. Kogoś mi przypominała... Nasza dyrektorka, czy może raczej wychowawczyni, zerwała się z krzesła, na którym jeszcze chwilę temu przysiadła i błyskawicznie znalazła się przy drzwiach. Blondynka, najprawdopodobniej inna nauczycielka, wycofała się pospiesznie, tak, by mogła wyjrzeć na korytarz. Prawdopodobnie powinniśmy siedzieć grzecznie w ławkach, jednak jedna osoba postanowiła nie usłuchać niewypowiedzianego rozkazu. Wstała tak gwałtownie, że krzesło upadło, a my zwróciliśmy w jej kierunku głowy. Ku mojemu zaskoczeniu była to Ania. Pobiegła do drzwi i ledwo wyrabiając na zakręcie, wpadła na dyrektorkę, krzycząc:

niedziela, 9 kwietnia 2017

Rozdział 5 (część 2/?)

Taaak! W końcu wracam do pisania!
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba. Czekam na komentarze. :)
**********************************
Emil
Siedząc przy śniadaniu, spod zmarszczonych brwi obserwowałem członków mojego pokoju. Wyjątkowo dziwny z nas skład. Jeszcze dnia poprzedniego byłem tylko ja i Krzysztof. Wieczorem przybył do nas również mój kochany braciszek. Dawno się nie widzieliśmy... przynajmniej na żywo. Strasznie się cieszył, kiedy zorientował się, że mnie przerósł. Jeszcze bardziej uradowany był, kiedy wylał na mnie butelkę wody jak spałem.
- O Jezu, dalej się o to obrażasz? - zaśmiał się, widząc moją minę.
- Miałem gorączkę i pewnie nadal mam, a ty mnie oblałeś wodą! Chciałeś, żebym się nią zakrztusił?
- Nic się przecież nie stało...
- Ale mogło! - krzyknąłem, uderzając ręką w blat stołu.

środa, 15 marca 2017

Brak rozdziałów

Cześć!
Chciałabym Was bardzo przeprosić za pustkę na blogu, jednak jakoś ostatnio wpadłam w niezłego doła i nie mam weny na pisanie. Kolejną część już zaczęłam, mam zarys całego rozdziału, jednak z realizacją nieco gorzej. Nie chciałabym tego zepsuć, bo w końcu nic na siłę, więc raczej jeszcze trochę pobędzie tu cisza.
Cierpliwości, nie zapomniałam o blogu, a jedynie muszę poczekać na odpowiednie natchnienie. :)
Pozdrawiam i do zobaczenia!

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Rozdział 5 (część 1/?)

Okeeej... Wróciłam. A oto pierwsza część naszego maratonu. Sądzę, że teraz wszystko powoli staje się jaśniejsze i zaczyna się dziać coś bardziej intrygującego. Pojawili się już ważni dla fabuły bohaterowie, którzy wprowadzą tu zamieszanie... więc no. Obiecuję sporo akcji w najbliższym czasie. 
I czekam na Wasze opinie i propozycje pytań, które mogą później zadać uczniowie! Pamiętajcie, że jestem autorką, więc mogę przypadkiem pominąć pewne rzeczy, które są ważne, a które chcieliby wiedzieć bohaterowie. :')
********************************
Anna
W nocy po raz kolejny nie zmrużyłam oka. Cały czas przewracałam się z boku na bok, jednak nikt na to nie narzekał. W pokoju panowało napięcie tak silne, że można było je niemalże wyczuć w powietrzu. Czasem popłakiwałam. To było nie do zniesienia. Czy naprawdę zawsze, kiedy gdzieś się pojawiałam wszyscy musieli się ze sobą kłócić? Do tego jeszcze to poczucie cudzego spojrzenia na moich plecach. Łóżko, w którym miałam spać nie stało bezpośrednio pod ścianą, więc nerwowe obracanie się było spowodowane kontrolą, czy aby na pewno On nie przyszedł tu ze mną i czy nie stoi tuż za mną. Byłam w stanie wystraszyć się nawet pierwszego lepszego cienia. W ciemności wszystko wyglądało na dziwną, powykręcaną sylwetkę potwora, który mnie śledził już od dawna.
Rano wszystkie członkinie tego pokoju wyglądały na koszmarnie zmęczone i niechętne do rozmowy. Tosia z niewiadomej przyczyny spała w ubraniach z dnia poprzedniego, których rano nawet nie przebrała.
Kiedy czekałam na swoją kolej skorzystania z łazienki, niespodziewanie drzwi od pokoju się otworzyły. O mało co nie spadłam z łóżka.

Rozdziały

Przewidziana data publikacji kolejnych części:
03.06.2017 r.
17.06.2017 r.
24.06.2017 r.

W wakacje postaram się publikować rozdziały co tydzień, a nie co 2 tygodnie, jak to dotychczas było.
Ostatnia aktualizacja: 27.04